Wycieczka troszkę pożegnalna, dla uczniów, którzy tworzyli jeden zespół od przedszkola, bo w przyszłym roku rozejdą się do klas dwujęzycznych i ogólnych, a i wychowawca się zmieni.
Wycieczka jako pierwszy punkt miała zwiedzenie z przewodnikiem Jasnej Góry. Oczywistym celem było poznanie historii tego miejsca i zabytków, ale też zapewnienie sobie dobrej pogody i powodzenia na resztę wycieczki. Tuż obok Jasnej Góry znajduje się Muzeum Górnictwa Rud Żelaza, żal byłoby nie zajrzeć. Pobyt w kopalni zaostrzył apetyt, dlatego chętnie zjadło się żurek z jajkiem w pobliskiej restauracji. Po drugiej stronie miasta znajduje się dawna fabryka zapałek, którą wyróżnia to, że w niej znajduje się najstarsza na świecie pełna linia produkcyjna. Tu spotkaliśmy pasjonatów, który społecznie się nią opiekują i opowiadają, jak to było gdy w niej pracowali. Około 14 opuszczamy Częstochowę i jedziemy do Olsztyna. Tutaj zwiedzamy ruiny zamku. Wychowawca robi zakupy na obiadokolację i śniadanie. Dalej przejazd i zakwaterowanie w Szkolnym Schronisku Młodzieżowym w Siedlcu, gdzie pół grupy zabiera się do przygotowania posiłku. Ktoś przygotowuje piersi kurczaka, ktoś go smaży. Ktoś kroi warzywa, a ktoś gotuje ryż. Ostatecznie wszyscy spotykamy się na pysznym posiłku, który sami sobie przygotowaliśmy – warto było ćwiczyć na lekcjach techniki. Po posiłku chwila odpoczynku i gra terenowa wymyślona przez wychowawcę. Podzieleni na trzy grupy oddajemy walczymy zaciekle. Później przygotowanie do snu i wieczorne rozmowy w pokojach. Ale nie zasypiamy od razu, bo jeszcze ponad 2 godziny oglądania oscarowego filmu „Za wszelka cenę” (nie wszyscy dotrwali do końca – poszli spać). O 1 w nocy okazało się, że aby zasnąć przyda się jeszcze kilka serii przysiadów wzmacniających potrzebę snu. Śpimy.
Rano o 7:00 druga grupa zabiera się za przygotowanie śniadania. Są grzane kiełbaski, są kanapki z serem i szynką, są pomidory z cebulką, a nawet dżem wiśniowy. Brzuszki pełne, humory i pogoda dopisuje, więc udajemy się na pobliską Pustynie Siedlecką. Dużo piachu. Wracamy i opuszczamy schronisko. Przed nami najbardziej ekscytujący punkt wycieczki – spływ pontonowy. Jest cudownie, słonecznie, spokojnie, sielsko, ptaszki śpiewają, a raczej byłoby tak, gdyby nie krzyki osób napadniętych przez pająki. Dwie godziny i tylko jeden ponton przebity. Ostatecznie dajemy radę dopłynąć do końca. Uff. Zasłużyliśmy na pizzę. W drodze powrotnej wspinamy się na jedną z najładniejszych skał na Jurze – Wielki Okiennik. Trochę niebezpiecznie, ale jesteśmy bardzo ostrożni. No i tyle.
W Tychach jesteśmy zgodnie z planem tuż przed 18. Było cudownie i szkoda, że tak szybko się skończyło. Kolejne wycieczki będą już w innym składzie…
P.S. Dla zainteresowanych większy opis: https://blog.jasssiu.tychy.pl/szkolna-wycieczka-jura-2026/

